Jest z natury spokojnym człowiekiem, ale niektóre sprawy mnie wyprowadzają z równowagi w ciągu sekund. Jedną z takich rzeczy jest ignorancja w zakresie podstaw ekonomii. Nie wśród znajomych, ale wśród miłościwie nam panujących. Chodzi mi o dwa pojęcia: gdy rząd daje coś za "darmo", albo podwyższa podatki najbogatszym, by tym biedniejszym żyło się lepiej i takie tam bzdury.
Jestem jeszcze młody, mi i wielu moim znajomym zdaję się że nie płacimy podatków. A VAT-u? Bez VAT-u wymarzony I-Phone kosztowałby 800, a nie 1000zł. W cenie czterech piw, bez VAT-u można by kupić pięć piw. Poza tym kupując dowolny produkt, płacimy podatek CIT nałożony na właściciela firmy, ZUS na pracowników jego firmy, składkę zdrowotną na tychże pracowników i zapewne wiele innych. Ale jak to? Płacić powinien właściciel. Cóż, to się nazywa "przerzucalność opodatkowania". Stare podręczniki ekonomii definiują to w ten sposób, "nałożenie podatku na podmiot, nie oznacza że będzie on spłacany przez tenże podmiot". Sprawa prosta, gdy narzuci się podatek, powiedzmy na producentów samochodów (bo się im za dobrze powodzi, czy produkuję za mało ekologiczne samochody), to wszyscy producenci zwiększą ceny samochodów, dokładnie o wysokość nowego podatku. W praktyce oznacza to że nałożenie podatku, prawie zawsze oznacza opodatkowanie konsumenta. A konsumentami jesteśmy wszyscy. Więc gdy słyszymy że Bogatym ma się zabrać, by oddać biedniejszym, to jest to kolejna bujda na resorach.
0 komentarze:
Prześlij komentarz