Wszystko zaczeło się w lutym roku pańskiego 1997. Rodzice kupili pierwszy komputer. Wcześniej grałem co najwyżej na Pegazusie u kolegi, lub od czasu do czasu w pracy mojego Taty. Komputer (Pentum I MMX 166Mhz, 32MB ramu i karta S3 Virge 4MB) posiadał DOSa oraz windows 3.11. Tata poprosił znajomego by wgrał nam jakieś gierki, no i wgrał na parę wersji demo z jakiegoś Gamblera. Jedną z tych gier była druga część serii LBA:Twinsen Odysey. Gra mnie i mojega starszego Brata oczarowała, demo przeszliśmy na wszystkie możliwe sposoby. Był tylko mały szkopuł. Nie wiedzieliśmy że to była druga część serii. Wtedy nie było u nas internetu, a jako że mieliśmy komputer od niedawna, nie mieliśmy dużo pism typu CD-Action czy Gambler. Czy to ważne? Tak, ponieważ postanowiliśmy kupić z bratem tą grę.No i Brat pojechał "do miasta" na zakupy. No i kupił, ale część pierwszą, LBA-Relentless: Twinsen's Adventure. Brat coś czuł że jest nie tak, bo na opakowaniu obrazki wydawały się przedstawiać grę o gorszej grafice. Ale tytuł podobny, wszak to LBA i na froncie opakowania ten sam główny bohater. Niestety to nie była gra o której marzyliśmy. Pierwszą cześć wydano w roku 1994, i działała pod DOSem. Pech chciał że właśnie zmieniliśmy system na Windows 95, a każdy kto próbował włączyć i ustawić dźwięk w grze pod DoSa, w Win 95 wie co znaczył ten ból. Tak więc pierwsza cześć LBA miała u nas na starcie przechlapane. Znacznie gorsza grafika od gry którą na prawdę chcieliśmy kupić, naklęliśmy się przy ustawieniach dźwięku (no dobra Brat głównie klną, ale mnie też to wnerwiało), no i wkurzało nas sterowanie, które w pierwszej części miało pewne braki. No ale cóż, gra kupiona, brak nam było kasy na drugą, to trzeba było grać w co się dało.
Zacznijmy od Fabuły. Główny bohater to Twinsen, mieszkaniec planety Twinsun (planeta ta ma, jak nazwa wskazuje dwa słońca). Na planecie tej żyją 4 rozumne rasy:
Quetchs-owie (których przedstawicielem jest nas bochater) którzy wyglądają jak zwykli ludzie choć my z Bratem, z racji specyficznego ubioru i głosów niektórych NPC-ów nazywaliśmy "chińczykami".
Inna rasa to Grobos którzy wyglądają jak... słonie na dwóch nogach.
Kolejna rasa to Rabibunnies, czyli Humanoidalne króliki.
Ostania najdziwniejsza rasa, to Spheros którzy wyglądają jak głowa, z której wystają ręce i nogi.
Dziś powiedziałbym że stylem gra trąci Mangą, ale historia i postacie nie ma w sobie tego japońskiego szaleństwa. Nasz bohater Twinsen zaczyna mieć dziwne sny, dotyczące unicestwienia całej planety. Po jednym z takich snów budzimy się w więzieniu. Ale nie jest to zwykłe więzienie. Prawie cała planetą rządzi zły doktor Funfrock ( sądząc po akcencie, jest francuzem). Ma pod swoją komendą żołnierzy ale też armie klonów, które ślepo wykonują jego polecenia. Co gorszą, doktor wymyślił technikę teleportacji. Jest ona niebezpieczna dla zwykłych ludzi, ale klony mogą z niej korzystać. Oznacza to że jeśli gdzieś zaczniemy rozrabiać, to do najbliższego teleportera mogą być przesłane posiłki klonów. Prawie na wszystkich wyspach widać żołnierzy, czołgi zasieki i teleportery. Jednym słowem jest to państwo policyjne, w najgorszym wydaniu. A my zostaliśmy zamknięci w wiezieniu, pod pozorem choroby psychicznej. Początek gry to głównie ucieczka i przekradanie się bez wdawania się w walkę. Uciekamy z więzienia i docieramy do naszego domu gdzie czeka na nas nasza narzeczona Zoe. Jednak żołnierze depczą nam po piętach i choć udaje nam się ukryć przed żołnierzami, to narzeczona zostaje aresztowana. Tak więc już na początku mamy dwa jasne cele, odbić ukochaną i zapobiec zniszczeniu świata. Jest i trzeci główny wątek, można powiedzieć duchowy. Odnajdujemy w domu szatę naszych przodków i magiczną kulę. Jest to nasza podstawowa broń. W czasie naszej wędrówki będziemy się dowiadywać coraz więc o naszych przodkach, mocach i duchach które opiekują się całą planetą, czemu mamy nasze sny, oraz zwiększymy naszą moc. Mógłbym mówić o fabule godzinami, bo to najlepsza część gry. Jest wielowątkowa i bardzo dobra. Rzadko kiedy w tak starych grach można był spotkać tak dobrą opowieść.
Kilka słów o grafice. Nie jest powalająca, nie była w roku 1997, ale gra taka jak ta, pokazuje że nie grafika jest najważniejsza. Gra jest przedstawiona w rzucie izometrycznym i całe otoczenie jest ewidentnie dwuwymiarowymi teksturami, jedynie postacie są trójwymiarowe, ale niestety nie prezentują się zbyt dobrze. Jednak myślę że jak na swoje czasu gra ta musiała być całkiem ładna.
Muzyka, którą w końcu ustawiliśmy była świetna. Filip Veich to świetny kompozytor i jego muzyka z części drugiej to dla mnie do dziś chyba najlepsza muzyka w grze. Tu przykład muzyki do części pierwszej http://www.youtube.com/watch?v=DbE7SNcrtpY&feature=related
Teraz część ostatnia, Gameplay. Tu gra ma parę może nie takich wielkich ale jednak wad. Nasza postać może przebywać w czterech trybach. Normal, Atletic, Agresiv i Discret. W trybie Normal chodzimy spacerowym tempem, jest to tryb w którym możemy używać przedmiotów czy rozmawiać z ludźmi. W trybie Atletic, nasza postać biega oraz może skakać. Tu jednak twórcy zrobili duży błąd. Jeśli biegniemy i wbiegniemy na jakąś przeszkodę, jak mur czy ogrodzenie to nasza postać otrzymuje obrażenia. Bardzo irytujące gdy chcemy przebiec duży kawałek. W trybie Agresiv możemy bić się, kopać i boksować. W trybie Discret nasza postać porusza się powoli i skrada się, możemy tez skulić się, przyczaić i kucnąć by się ukryć, co jest od czasu do czasu potrzebne by się gdzieś przekraść lub nie dać się wykryć patrolowi. Jeszcze jedną irytującą sprawą jest woda. Najmniejszy z nią kontakt kończy się śmiercią. Wejście na krok od brzegu do wody kończy się utonięciem.
Naszą główną bronią jest magiczna kula, której moc wzrasta w raz z odkrywaniem kolejnych artefaktów podczas gry. Na początku ma kolor żółty i można nich zabić co najwyżej zwykłych żołnierzy czy klony o żółtym kolorze. Kolejny kolory to zielony, czerwony i ognisty(tak pod koniec gry rzucamy fireball-em:D ). Kula jako że jest magiczna po uderzeniu przeciwnika lub przeleceniu odpowiedniego dystansu, w magiczny sposób do nas wraca i nie da się jej zgubić. Mamy więc nieograniczoną ilość amunicji, jednakże są pewne ograniczenia. Posiadamy energię magiczną, dzięki której nasza kula leci znacznie dalej. Jeśli wyczerpiemy manę, to kula wróci od razu po pierwszym odbiciu od ziemi lub przeciwnika, tak więc zasięg się dramatycznie zmniejsza. Dodatkowo każdy tryb w jakim mamy postać zmienia tor lotu piłki. Tak w trybie Atletic piłka się odbiją większą ilość razy, w Agresiv leci szybciej, a w Discret leci łukiem. Jest to ważne bo w grze rozwiązujemy różne zagadki, a kulą można aktywować np. normalnie niedostępne przełączniki. Manę oraz życie można zdobyć na dwa sposoby, kupić w sklepach ale to dość drogie, a pieniądze się przydadzą na inne rzeczy, albo szukać w różnych miejscach, szafach, biurkach, śmietnikach oraz grzybkach w lesie. Może też obrobić kasę w niektórych sklepach:) W grze poza wątkiem przygodowym mamy sporo walki, w niektórych miejscach trzeba pokonać serie karkołomnych skoków, lub wytężyć szare komórki i rozwiązać różne zagadki, często przy pomocy naszej kuli. Do tego dochodzą różne smaczki jak Jetpac czy własny Katamaran:)
Gra jest dla mnie niesamowita i unikalna, historia jest niesamowicie wciągająca i dobrze napisana. Niestety jest to dość trudna gra. Ma swoje mankamenty i są z dwa czy trzy momenty gdzie trudno się zorientować się, co właściwie trzeba zrobić. Ale to urok starych gier, gdzie trzeba czytać i słychać co do ciebie mówią różne postacie i wyciągnąć odpowiednie wnioski bez prowadzenia za rękę, lub też postąpić trochę nieortodoksyjnie. Ale mimo mojego uwielbienia dla tej gry nie polecił bym tej gry. Polecił bym cześć drugą której Gameplay jest znacznie przyjemniejszy. Cześć druga jest jeszcze lepsza i każdy kto by zaczął w nią grać, pewnie by chciał też przejść część pierwszą. A czemu część druga jest taka dobra? O tym opowiem następnym razem:)