Informantyk
this site the web

O matko kiedy ja tu pisałem

Postanowiłem napisać taki tekst, bo od dawna mażyłem by pisać o tym co lubię i za czym tęsknie. Czyli o starych grach komputerowych. Niech to będzie taki "Retro Corner":) To nie będzie tylko recenzja, ale też takie wspominki, jak się zaczeła moja pasja jaką są gry komputerowe. Recenzja ta będzie dotyczył dwóch gier, jednych z pierwszych w jakie grałem, ale też w mojim przekonaniu jednych z najlepszych w swoim gatunku. Jest to seria Little Big Adventure, znane też pod skrótem L.B.A.

Relentless logo
Wszystko zaczeło się w lutym roku pańskiego 1997. Rodzice kupili pierwszy komputer. Wcześniej grałem co najwyżej na Pegazusie u kolegi, lub od czasu do czasu w pracy mojego Taty. Komputer (Pentum I MMX 166Mhz, 32MB ramu i karta S3 Virge 4MB) posiadał DOSa oraz windows 3.11. Tata poprosił znajomego by wgrał nam jakieś gierki, no i wgrał na parę wersji demo z jakiegoś Gamblera. Jedną z tych gier była druga część serii LBA:Twinsen Odysey. Gra mnie i mojega starszego Brata oczarowała, demo przeszliśmy na wszystkie możliwe sposoby. Był tylko mały szkopuł. Nie wiedzieliśmy że to była druga część serii. Wtedy nie było u nas internetu, a jako że mieliśmy komputer od niedawna, nie mieliśmy dużo pism typu CD-Action czy Gambler. Czy to ważne? Tak, ponieważ postanowiliśmy kupić z bratem tą grę.No i Brat pojechał "do miasta" na zakupy. No i kupił, ale część pierwszą, LBA-Relentless: Twinsen's Adventure. Brat coś czuł że jest nie tak, bo na opakowaniu obrazki wydawały się przedstawiać grę o gorszej grafice. Ale tytuł podobny, wszak to LBA i na froncie opakowania ten sam główny bohater. Niestety to nie była gra o której marzyliśmy. Pierwszą cześć wydano w roku 1994, i działała pod DOSem. Pech chciał że właśnie zmieniliśmy system na Windows 95, a każdy kto próbował włączyć i ustawić dźwięk w grze pod DoSa, w Win 95 wie co znaczył ten ból. Tak więc pierwsza cześć LBA miała u nas na starcie przechlapane. Znacznie gorsza grafika od gry którą na prawdę chcieliśmy kupić, naklęliśmy się przy ustawieniach dźwięku (no dobra Brat głównie klną, ale mnie też to wnerwiało), no i wkurzało nas sterowanie, które w pierwszej części miało pewne braki. No ale cóż, gra kupiona, brak nam było kasy na drugą, to trzeba było grać w co się dało.

Zacznijmy od Fabuły. Główny bohater to Twinsen, mieszkaniec planety Twinsun (planeta ta ma, jak nazwa wskazuje dwa słońca). Na planecie tej żyją 4 rozumne rasy:
Quetchs-owie (których przedstawicielem jest nas bochater) którzy wyglądają jak zwykli ludzie choć my z Bratem, z racji specyficznego ubioru i głosów niektórych NPC-ów nazywaliśmy "chińczykami".
Inna rasa to Grobos którzy wyglądają jak... słonie na dwóch nogach.
Kolejna rasa to Rabibunnies, czyli Humanoidalne króliki.
Ostania najdziwniejsza rasa, to Spheros którzy wyglądają jak głowa, z której wystają ręce i nogi.
Various characters
Dziś powiedziałbym że stylem gra trąci Mangą, ale historia i postacie nie ma w sobie tego japońskiego szaleństwa. Nasz bohater Twinsen zaczyna mieć dziwne sny, dotyczące unicestwienia całej planety. Po jednym z takich snów budzimy się w więzieniu. Ale nie jest to zwykłe więzienie. Prawie cała planetą rządzi zły doktor Funfrock ( sądząc po akcencie, jest francuzem). Ma pod swoją komendą żołnierzy ale też armie klonów, które ślepo wykonują jego polecenia. Co gorszą, doktor wymyślił technikę teleportacji. Jest ona niebezpieczna dla zwykłych ludzi, ale klony mogą z niej korzystać. Oznacza to że jeśli gdzieś zaczniemy rozrabiać, to do najbliższego teleportera mogą być przesłane posiłki klonów. Prawie na wszystkich wyspach widać żołnierzy, czołgi zasieki i teleportery. Jednym słowem jest to państwo policyjne, w najgorszym wydaniu. A my zostaliśmy zamknięci w wiezieniu, pod pozorem choroby psychicznej. Początek gry to głównie ucieczka i przekradanie się bez wdawania się w walkę. Uciekamy z więzienia i docieramy do naszego domu gdzie czeka na nas nasza narzeczona Zoe. Jednak żołnierze depczą nam po piętach i choć udaje nam się ukryć przed żołnierzami, to narzeczona zostaje aresztowana. Tak więc już na początku mamy dwa jasne cele, odbić ukochaną i zapobiec zniszczeniu świata. Jest i trzeci główny wątek, można powiedzieć duchowy. Odnajdujemy w domu szatę naszych przodków i magiczną kulę. Jest to nasza podstawowa broń. W czasie naszej wędrówki będziemy się dowiadywać coraz więc o naszych przodkach, mocach i duchach które opiekują się całą planetą, czemu mamy nasze sny, oraz zwiększymy naszą moc. Mógłbym mówić o fabule godzinami, bo to najlepsza część gry. Jest wielowątkowa i bardzo dobra. Rzadko kiedy w tak starych grach można był spotkać tak dobrą opowieść.

Kilka słów o grafice. Nie jest powalająca, nie była w roku 1997, ale gra taka jak ta, pokazuje że nie grafika jest najważniejsza. Gra jest przedstawiona w rzucie izometrycznym i całe otoczenie jest ewidentnie dwuwymiarowymi teksturami, jedynie postacie są trójwymiarowe, ale niestety nie prezentują się zbyt dobrze. Jednak myślę że jak na swoje czasu gra ta musiała być całkiem ładna.

Tank on the Hamalayi

The construction area

Muzyka, którą w końcu ustawiliśmy była świetna. Filip Veich to świetny kompozytor i jego muzyka z części drugiej to dla mnie do dziś chyba najlepsza muzyka w grze. Tu przykład muzyki do części pierwszej http://www.youtube.com/watch?v=DbE7SNcrtpY&feature=related

Teraz część ostatnia, Gameplay. Tu gra ma parę może nie takich wielkich ale jednak wad. Nasza postać może przebywać w czterech trybach. Normal, Atletic, Agresiv i Discret. W trybie Normal chodzimy spacerowym tempem, jest to tryb w którym możemy używać przedmiotów czy rozmawiać z ludźmi. W trybie Atletic, nasza postać biega oraz może skakać. Tu jednak twórcy zrobili duży błąd. Jeśli biegniemy i wbiegniemy na jakąś przeszkodę, jak mur czy ogrodzenie to nasza postać otrzymuje obrażenia. Bardzo irytujące gdy chcemy przebiec duży kawałek. W trybie Agresiv możemy bić się, kopać i boksować. W trybie Discret nasza postać porusza się powoli i skrada się, możemy tez skulić się, przyczaić i kucnąć by się ukryć, co jest od czasu do czasu potrzebne by się gdzieś przekraść lub nie dać się wykryć patrolowi. Jeszcze jedną irytującą sprawą jest woda. Najmniejszy z nią kontakt kończy się śmiercią. Wejście na krok od brzegu do wody kończy się utonięciem.

Naszą główną bronią jest magiczna kula, której moc wzrasta w raz z odkrywaniem kolejnych artefaktów podczas gry. Na początku ma kolor żółty i można nich zabić co najwyżej zwykłych żołnierzy czy klony o żółtym kolorze. Kolejny kolory to zielony, czerwony i ognisty(tak pod koniec gry rzucamy fireball-em:D ). Kula jako że jest magiczna po uderzeniu przeciwnika lub przeleceniu odpowiedniego dystansu, w magiczny sposób do nas wraca i nie da się jej zgubić. Mamy więc nieograniczoną ilość amunicji, jednakże są pewne ograniczenia. Posiadamy energię magiczną, dzięki której nasza kula leci znacznie dalej. Jeśli wyczerpiemy manę, to kula wróci od razu po pierwszym odbiciu od ziemi lub przeciwnika, tak więc zasięg się dramatycznie zmniejsza. Dodatkowo każdy tryb w jakim mamy postać zmienia tor lotu piłki. Tak w trybie Atletic piłka się odbiją większą ilość razy, w Agresiv leci szybciej, a w Discret leci łukiem. Jest to ważne bo w grze rozwiązujemy różne zagadki, a kulą można aktywować np. normalnie niedostępne przełączniki. Manę oraz życie można zdobyć na dwa sposoby, kupić w sklepach ale to dość drogie, a pieniądze się przydadzą na inne rzeczy, albo szukać w różnych miejscach, szafach, biurkach, śmietnikach oraz grzybkach w lesie. Może też obrobić kasę w niektórych sklepach:) W grze poza wątkiem przygodowym mamy sporo walki, w niektórych miejscach trzeba pokonać serie karkołomnych skoków, lub wytężyć szare komórki i rozwiązać różne zagadki, często przy pomocy naszej kuli. Do tego dochodzą różne smaczki jak Jetpac czy własny Katamaran:)

Gra jest dla mnie niesamowita i unikalna, historia jest niesamowicie wciągająca i dobrze napisana. Niestety jest to dość trudna gra. Ma swoje mankamenty i są z dwa czy trzy momenty gdzie trudno się zorientować się, co właściwie trzeba zrobić. Ale to urok starych gier, gdzie trzeba czytać i słychać co do ciebie mówią różne postacie i wyciągnąć odpowiednie wnioski bez prowadzenia za rękę, lub też postąpić trochę nieortodoksyjnie. Ale mimo mojego uwielbienia dla tej gry nie polecił bym tej gry. Polecił bym cześć drugą której Gameplay jest znacznie przyjemniejszy. Cześć druga jest jeszcze lepsza i każdy kto by zaczął w nią grać, pewnie by chciał też przejść część pierwszą. A czemu część druga jest taka dobra? O tym opowiem następnym razem:)

To do Grecji faceta, albo jeszcze lepiej-do Hadesu!

Wiwat Maj! Trzeci Maj!

Wiwat, wiwat, ale czemu?

Jak przeglądam portale informacyjne, czy słucham wiadomości to nie ma NIC, o dzisiejszym święcie, a już broń cię Boże o samej Konstytucji. No ale to święto narodowe, więc chyba ważne? Cóż, chyba media postanowiły to święto zdegradować do dnia wolnego od pracy.

A dlaczego? Mogę się tylko domyślać, ale chyba Konstytucja jest niepoprawnie polityczna, co najmniej w kilku punktach.

1. Ograniczenie demokracji. Prawa głosu została pozbawiona szlachta bez ziemi (golizna). Jasne było że ludzie którzy nie mają ziemi, są zapewne nieudacznikami.  A nawet jeśli nie, to ponieważ nie mają żadnego majątku, to niezwykle łatwo ich przekupić. Czy wyobrażacie sobie w naszych czasach promować odebranie praw wyborczych np. Bezdomnym?
2. Nałożono jeden podatek 10% na szlachtę i 20% na duchowieństwo i zniesiono inne podatki. Niby nic, postanowienie jak postanowienie ale z połączeniem z punktem 3...
3. Konstytucje mógł zmienić tylko specjalny Sejm Konstytucyjny, który mógł być zwoływany raz na 25lat!!!
Wyobrażacie sobie dzisiaj coś takiego? Posłowie mogą coś majstrować  poważnie przy prawie raz na 25 lat. Ach, się rozmarzyłem:)

Poza tym Konstytucja reformowała wiele innych kwestii np. wyzwoliła chłopów z Pańszczyzny, gwarantowała wolność posiadania i nabywania ziemi, dawała też możliwość zakupu szlachectwa przez bogatych mieszczan. Zniosła Liberum Veto i wprowadziło zasady tworzenia i funkcjonowania rządu, które dziś są normą (np. za ustawy odpowiada odpowiedni minister a nie Król, ale żeby ustawa weszła w życie obaj muszą ją podpisać). Konstytucja była też drugim lub trzecim (historycy mają się o co spierać:)  takim aktem na świecie.

Była to Konstytucja, która mocno liberalizowało gospodarkę, a jednocześnie ograniczyło mocno demokrację do osób bogatych i wykształconych. No to jasne czemu nikt o tym nie mówi. Kto by chciał mówić o czymś tak absurdalnym:)

Po co wyważać otwarte drzwi

Chciałem podsumować całą otoczkę po katastrofie w Smoleńsku. Ale po co gdy inni zrobili to lepiej. (LINK) Jak słucham tej dyskusji, to się zastanawiam "gdzie k***a się  uczyli bycia dziennikarzami ludzie pracujący w TVN, Polsacie czy TVP1"?! Różnica klasy prowadzenia dyskusji i "rzemiosła dziennikarskiego" jest kolosalna!!!!

Matematyka

Takie pytanie w przestrzeń: Czemu nienawidzę i nie umiem matmy, a programowanie mi tak dobrze idzie?!

Niby podobne schematy myślenia, a jednak matematyka mi ni jak nie idzie, a programowanie bardzo dobrze. Z fizyką bym powiedział tak pół na pół, dobrze rozumiem teorię, nie umiem dobrze liczyć. Ech i popołudnie spędzam właśnie nad czterema zadankami...

Tomasz Piekarz

Od ok dwóch miesięcy nie kupujemy w domu chleba. No może czasem z jeden, ale ogólnie nie przestawiliśmy na chleb pieczony w domu i najczęściej piekę go ja:) Z tego co wiem to sporo ludzi przestaje kupować chleb w piekarniach z racji tego że jest drogi i niesmaczny. A upieczenie chleba samemu jest banalnie proste. Podam przepis na dwie blachy (pieczemy chleb w zwykłych formach do ciasta).
Taki chleb ma kilka zalet. Jest smaczniejszy i nawet po dwóch dniach w chlebaku nie jest czerstwy. No i zdrowszy od zwykłego białego bo ma otręby:) Koszt dwóch blach/bochenków, po przeliczeniu wyjdzie ok. 3-4zł więc porównywalnie albo nawet ciut taniej od chleba kupowanego w piekarni.

Składniki:
-1kg mąki (najtańszej za złotówkę np. typ 450)
-opakowanie drożdży
-1~1.2 litra ciepłej wody
-1,5 łyżki stołowej soli
-1 łyżka stołowa cukru
-ziarna słonecznika/siemienia lnianego itp według uznania
-otręby pszenne, żytnie i owsiane według uznania
-olej do wysmarowania blach
-płatki owsiane do wysypania blach

Do dużej miski wsypujemy mąkę. Dodajemy sól i cukier. Od razu dodajemy ziarna słonecznika i otręby. Ogólnie tylko ile kto chce, choć generalnie tych "dodatków" powinno być sporo. Co do otrębów to najwięcej pszennych, innych ciut mniej, ale to już samemu trzeba dojść jakie ilości i proporcje są dla nas najlepsze (ja wrzucam tak na oko:) . Mieszamy to wszystko. W kubku odlewamy trochę z przygotowanej wody i rozpuszczamy drożdże. Wlewamy je oraz resztę wody do miski i wyrabiamy ciasto. Ciasto będzie rzadkie. Nie powinno pływać, ale nie może też być zbyt zwarte. Blach smarujemy olejem i wysypujemy płatkami owsianymi. Można otrębami albo nawet mąką, ale wtedy będą się sypać już po upieczeniu. Płatki owsiane są bardziej zwarte i nie odpadają tak łatwo jak otręby czy mąka. Formy z chlebem wstawiamy do pieca, ustawiając go na 200 stopni Celsjusza.  Chleb pieczemy 1 godzinę i 15 minut.

Smacznego!

Krótki wpis

Brodząc w tym bagnie internetu mam tylko dwa zdania do powiedzenia. 


Skończcie z głupimi uwagami czy był godny nie godny. Zamiast pyszczyć, zacznijcie pracować na własny Wawel.

Zew Cthulhu

Będąc w bibliotece, przez przypadek wziąłem książkę autorstwa H.P. Lovecrafta "Szepcący w Ciemności". Najczęściej tak robię, idę do działu Fantastyka/S-F  i biorą książę na chybił trafił. Okazało się że to zbiór opowiadać Autora w tym trzy, które rozpoczęły istnienie tego napawającego grozą uniwersum. Słyszałem o Cthulhu, (wymowa amerykańska Kathooloo, polska Ktulu) kiedy się interesowałem graniem w gry RPG i miałem jako takie pojęcie o co chodzi. Ale po przeczytaniu tych opowiadań mam autentyczne dreszcze. Wiem że jeśli bym dziś się obudził w nocy, to bym nie zasną tylko nasłuchiwał dźwięków zza drzwi mojego pokoju. Nie dziwie się że ten świat ma tyle fanów. Książki polecam, ale zapewniam was że po lekturze, inaczej będziecie myśleć o każdym koszmarze który wam się przyśni.

Dzień po...

Dawno nie pisałem nic na moim blogu, nawet myślałem że może sobie dam z tym spokój. Jednak czuje że muszę coś napisać w związku z tymi tragicznymi wydarzeniami. Wczoraj, gdy rano usłyszałem wiadomość o wypadku, spędziłem kilka godzin przed ekranem monitora i z włączonym telewizorem i z każdą minutą sobie co raz wyraźniej uświadamiałem co się stało. Nie byłem zwolennikiem pana Prezydenta, nie podobało mi się wiele rzeczy, choćby to że gdy był uchwalane różne ustawy to zdawał się być reprezentantem jednej partii a nie prezydentem wszystkich polaków. Nie umiał porwać tłumów, ale mniejsza z tym. Mimo że nie był moim wymarzonym prezydentem, to łza mi się zakręciła w oku kilka razy tego dnia. To był prezydent Polski, reprezentował ją godnie tak jak umiał i uważał za słuszne. Straciliśmy jednych z najważniejszych osób w naszym państwie. Czym byśmy byli nie roniąc ani jednej kropli łez?

To co teraz napiszę dotyczy pewnych głosów jakie czasem, choć na szczęście nieczęsto słyszę. Głosy o Hipokryzji, o tym że jak można najpierw opluwać i wyśmiewać kogoś a teraz za nim płakać, że jak zginie jedna osoba to nie ma żałoby a jak prawie sto to narodowa tragedia.

Po pierwsze bardzo dobrze że ludzie zmieniają zdanie, gdy nagle twój dotychczasowy wróg jest dotknięty tragedią to i ciebie dotyka ta tragedia. Adwersarze polityczni nie tak sobie wyobrażali swoje zwycięstwo. Wielu ludziom też jest pewnie zwyczajnie głupio że np. źle wyrażali się o prezydencie, opowiadali dowcipy etc. Takie tragedie to impuls to zastanowienia się co robimy i co mówimy. Poza tym to Prezydent, najwyższa osoba w państwie. Jeśli nie jemu okażemy szacunek to komu? Na co dzień śmialiśmy się i szydziliśmy z polityków, w jakiś sposób broniąc się przed tym bagnem polityki. Nie chcieliśmy mieć nic z nimi wspólnego. Ale nawet jeśli nie oddałeś na Lecha Kaczyńskiego swojego głosu, to i tak był twój prezydent. On szanował naszą historię, chciał by nas szanowali za granicą, teraz ty go uszanuj.

Po drugie, bardzo dobrze że inne tragedie nas nie ruszają. Nikt by ich nie zniósł, dlatego obroną naszego mózgu jest wyparcie i "znieczulica". Teraz w epoce internetu ci dzień słyszymy że gdzieś na świecie czy w Polsce wydarzyła się jakaś tragedia. Ale tak na prawdę tak było zawsze, tylko kiedyś informację tak szybko do nas nie docierały. Ale gdy śmierć dotyka naszych bliskich i osoby które znamy to dotyka i nas. Przeżywamy śmierć najbliższych i nie ogarnia nas wtedy "znieczulica". Prezydenta i osób które z nim leciały większość Polaków nie znała osobiście, ale znali ich z telewizji, gazet i internetu. Nie jest to w pełni rozwinięta więź, ale jednak jakaś więź jest, a więc nie dziwne że przeżywamy ich odejście.

Cierpienie i smutek są częścią naszego życia, nie ma nic złego w okazywaniu smutku i współczucia. Ale żeby te uczucia były szczere, trzeba znać osobę która zginęła. Znaliśmy te osoby, choćby i z telewizji, tylko częściowo, ale znaliśmy. A więc nasze uczucia są z pewnością szczere.

Wiem jaka jest Polska, ile w niej cwaniaczków, ludzi którzy idą z prądem życia bez zastanowienia. Ale widząc reakcje społeczeństwa jest nadzieja, że jest w większości z nas współczucie i miłość Bliźniego, że mimo naszej rzekomej znieczulicy są sytuacje które nas poruszają do głębi i że nawet gdy kogoś nie lubiliśmy, to umiemy okazać szacunek. Jeśli choć część osób po tym wydarzeniu zastanowi się nad swoim życiem, to świat stanie się ciutek lepszy, a to i tak dużo.

Mógłbym pisać jeszcze dalej, ale lepiej skończę.

Plasterek osobowości, anatomia konwersacji

Ostatnio się zastanawiałem nad moim zachowaniem podczas rozmowy. Gdy tak powiedzmy, któryś mój znajomy ma "super" pomysł. Na cokolwiek, wyjście gdzie, stwierdził że wyjedzie na ferie, znalazł prace, zapisze się na kurs, pozna kogoś. Cokolwiek. Zawsze muszę znaleźć jakieś ale. "I co tam zobaczysz w tej Anglii?", "A czy to nie jest bardzo męczące?", "A czy te lekcje nie są za drogie?" itd. Myślałem i stwierdziłem, "Kurde coś jest nie tak". Więc zastanawiam się dalej. Mam przyjaciółkę która uwielbia narzekać. Ma dużo nauki, pracy, obowiązków. Gdy z nią rozmawiam z kolei ciągle próbuje znaleźć w tym co mówi jakiś pozytyw. "No, przynajmniej masz kaskę", "Przecież to twoja pasja, musisz ćwiczyć", "Może musisz się zreorganizować".

Wnioski? Nie jestem negatywnie nastawiony, ani pozytywnie do wszystkiego. Jestem zawsze po drugiej stronie "problemu" podczas konwersacji. Pytam sam siebie, dlaczego tak? Bo lubię zażarte dyskusje? Na pewno, nie lubię rozmów gdy dwie osoby się ciągle z sobą zgadzają. Gdy tak "atakuje" czyjeś poglądy, pomysły etc. zmuszam go do ich argumentacji. Łapie się często że gdy widzę, że druga osoba nie wie za bardzo co odpowiedzieć na moje wątpliwości to są ją podpuszcza. Wtaczam kolejne działa argumentów za/przeciw. A wiec po prostu lubię mieć rację? Więc jestem zadufany w sobie?! Pewnie trochę tak;) ale równie dużo satysfakcji sprawia mi gdy współrozmówca potrafi odeprzeć moje argumenty. Takie rozmowy lubię najbardziej. W inny przypadku muszę np sam zacząć namawiać kogoś na wyjazd, choć sam przed chwilą mówiłem co na nim może pójść nie tak. Albo się zapędzę w krytyce filmu, który nie był zły, ale współrozmówca nie potrafił odeprzeć mojego ataku na niedociągnięcia. Wtedy znów muszę dużo gadać, tłumaczyć że są plusy są minusy itd. i w efekcie znów wychodzę na zarozumialca który wszystko wie. A ja chciałem tylko ciekawej rozmowy:)

Ha! Teraz wpadłem na myśl czego mi brak. Takich wieczorów jakie urządzali arystokraci i uczeni, gdzie ludzie spierali się, wręcz kłócili się w sprawach sztuki czy nauki, a przy tym nie rzywili do siebie urazy. Spierali się nie z sobą tylko z argumentami. Na szczęście wielu moich przyjaciół prowadzi z mną ciekawe konwersację, no i trochę mnie znają, więc mam nadzieje że nie uważają mnie za „bes­serwis­sera” (z niemieckiego: czło­wiek, który wie wszystko najle­piej).

Otwarty świat

Przez przypadek natknąłem się na ciekawy nowy portal społecznościowy Otwarty Świat. Choć właściwie trudno to nazwać portalem. O co w tym chodzi? Profil zawiera ledwo parę danych: datę urodzenia, miejsce zamieszkania (zaznaczasz na mapie Google), nick i ewentualnie jakie małe zdjęcie. Z tym że na tej stronie nie ma czegoś takiego jak wyszukiwanie znajomych. Nie ma przeglądania profili. Nie ma pisania notek jak na facebooku. A więc co to jest? To zabawa w list w butelce. Możesz wysłać dziennie do pięciu wiadomości. Określasz tylko jak daleko może znajdować się adresat, jakiej ma być płci i w jakim przedziale wiekowym ma się znaleść. A więc wysyłasz list do nieznajomego/nieznajomej. Czy odpisze? Czy to będzie ktoś fajny czy może wręcz przeciwnie? Nie wiesz tego, tak jak nie wiesz kto wyłowi twój list.

Czy to wypali? Nie wiem, na pewno ciekawe podejście do tematu "portal społecznościowy". Spróbujcie, zobaczcie. Powiem wam, nie tak łatwo wymyślić coś sensownego do napisania w takim liście, ja spędziłem pół godziny zanim skleciłem kilka sensownych zdań:)

CES 2010

Nie wiem czy sobie ludzi zdają sprawę jak ciekawe będzie ten nowy rok. Od wielu lat mówi się że znikną klasyczne gazety, a zastąpią je e-booki. Nawet były już cienkie i wygodne urządzenia. Niestety były dość drogie (1000+ zł). W tym roku to się powinno zmienić. Technologia dogoniła tą idee. Baterie są wydajniejsze, wyświetlacze mniej prądożerne, a wszystko mieści się w urządzeniu o wadze ćwierć kilograma, wymiarach A4 i grubości pięciu milimetrów. Cena? Zaczynają się od 100 dolców.

Na targach komputerowych CES producenci z całego świata pokazują swoje najnowsze osiągnięcia. Każdy liczący się producent laptopów pokazał jakąś wariację tabletu. A wiec tablety, komputery z wyjmowanych ekranem który jest jednocześnie tabletem. No i tanie czytniki ebookow. Równolegle gdy trwały targi, ogłoszono powstanie nowe formatu do e-booków, przystosowany do obsługi dotykowych wyświetlaczy, czy obsługujące zmianę wyglądu przy urządzeniach czarno-białych (e-ink). Na pewno nie będzie to nagła zamiana, ale się nie zdziwię jak za rok co druga osoba będzie miała takie urządzenie i na nim czytał ulubione gazety, czy robił notatki.

Tu dwa dość ciekawe rozwiązania od Lenovo, telefon i laptop. Wyjmowane ekrany, które stają się tabletami. Po wyjęciu w ciągu trzech sekund zmienia się system operacyjny na Linuxa, a gdy podłączysz do klawiatury zmiana na Windows 7. Ciekawostka czy będzie to praktyczne? Nie wiem, ale chętnie bym taki miał :)

Czemu nie da się dać pieniędzy na WOŚP

Co roku przychodzi ten dzień. Wychodzisz z domu i z początku wszystko się wydaje normalne, gdy nagle widzisz że coś nie gra. Widzisz co raz więcej ludzi z czerwonym symbolem na kurtkach, płaszczach i paltach. Już wiesz co to znaczy. Gdy tylko dojdziesz do stacji metra, przystanku, czy wejścia do marketu, oni tam będą. Natrętnie proszący o pieniądze, chyba że jesteś już oznaczony że podatek został pobrany.

Może się wam to wydawać wredne, możecie mnie nie lubić z tego powodu, ale nie lubię WOŚP. Cały ten hype, ludzie którzy nagle jednego dnia stają się tacy wspaniali. To nie tak powinno działać. Ludzka dobroć powinna być codziennością, a nie jednorazowym spazmem. Ale żeby ludzie tak się zachowywali potrzeba rodziców, wzorców dobrych ludzi, a nie nakręconych wariatów z szklanego pudełka. Pan Owsiak, główna postać tego przedsięwzięcia mnie co najmniej irytuje. Choćby jego naczelne hasło "Róbta co chceta". To przedrzeźniane słowa św. Augustyna "Kochaj i rób co chcesz". Pan Owsiak nie raz głosił też hasła gdzie nawołuje do swobody w korzystaniu narkotyków, propagowanie prezerwatyw w podstawówkach. Teraz się mniej o tym słyszy, może jacyś specjaliści doradzają żeby lepiej o niektórych poglądach się nie wypowiadać głośno.

Ale nawet pomijając te rzeczy, to i tak nie daje na Orkiestrę bo TO NIE MOŻLIWE!. To wymaga chwile zastanowienia, ale spróbujcie zrozumieć. Pomyślcie co zrobi ministerstwo finansów gdy do wielu szpitali trafią, powiedzmy nowe respiratory za 20 milionów? Przesunie środki na całkiem inne wydatki, dosłownie na wszystko, może na autostrady, stadiony a może rosomaki do Afganistanu. Tak naprawdę WOŚP to pobieranie kolejnego podatku. Ukrytego, dającego poczucie że zrobiło się coś dobrego, otoczone aurą dobroczynności, ale cały czas podatku. Dla wielu bardzo miłego podatku.

Mamy państwe lecznictow więc nie da się na prawdę pomóc ludziom. Gdyby usługi w szpitalach były płatne (a zapewniam że znaaaaaaacznie tańsze) i takie organizacje by płaciły za najbiedniejszych, to by miało sens. A tak? Płacisz na Orkiestrę, a nie wiesz na co realnie twoje pieniądze będą wydane.

Tak to wychodzi, nawet jak ktoś ma dobre intencję, w co nie wątpię, to w naszym kraju nic z tego nie wyjdzie.

Tu zamieszczam ciekawy wywiad na który się przypadkiem natknąłem (wywiad z Owsiakiem pod koniec pierwszej i całej drugiej części). Tak na marginesie, pana Cejrowskiego cenie za umiejętność ciekawego przedstawiania odległych krajów, ale ma też sporo wad. Nigdy nie widziałem w nim odrobiny pokory. Jest też bezkompromisowy do bólu. Dialogować raczej nie umie. Trochę taki kogucik. Czasem to dobre, ale nie raz denerwujące.


Atak Globalnego Ocieplenia

Nie wiem czy przetrwamy ten atak. Jest tak ciepło że w 4 godziny przed domemen napadało ok 10 centymetrów śniegu, a samochody nie mogą wyjechać z osiedlowych uliczek. Gdyby tylko było mniej CO2...

Miałem się więcej ponabijać z tych głupców ekologów, ale chyba Bóg wespół z wspaniale zaprojektowaną przez niego Naturą, ich już wystarczająco ośmieszyli. Tak na marginesie to mam powiem, żałuje że to Globalne Ocieplenie tak się skompromitowało. Gdyby to była prawda i nikt nie chciał z nim uparcie walczyć, to byłbym szczęśliwy. Nie lubię zimy i mrozu, a perspektywa temperatury wyższej o parę stopni brzmiała kusząco. A może spojrzeć na to z innej strony. Może te mrozy to zwiastun wygranej batalii z Globciem? Tylko czemu nie słyszę strzałów korków od szampana w siedzibach zieloniaczków?

Cóż, przynajmniej paru pseudouczonych wychodzi właśnie na kompletnych debili. Należy cię cieszyć z każdej drobnej rzeczy:)

Nowy rok, nowe postanowienia, nowe posty i Smoki

Jako że mamy nowy rok, a przez ostatni czas nic ciekawego się wokół mnie nie działo, postanowiłem powolnymi kroczkami prowadzić parę zmian. Większość z nim to "my private business" ale jednym się podzielę z miłą chęcią. Otóż będę tu częściej pisał. Przez pewien czas zarzuciłem ten projekt, ale wracam do niego z miłą chęcią. Jeśli będziecie to często zaglądać to będzie mi bardzo miło.

Ostatnio przeczytałem książkę Brising Autorstwa Christophera Paoliniego. Jest to już trzecia część cyklu "Dziedzictwo", który opowiada niesamowitą historię świata, gdzie jeszcze do nie dawna strażnikami pokoju byli Smoczy Jeźdźcy. Jednak jeden z nich zdradził pozostałych, zabił ich i stał się tyranem, rządzącym niemal całą krainą Algaesią. Bohaterem powieści jest młody chłopak Eragon, który dziwnym zrządzeniem losu wszedł w posiadanie smoczego jaja i stał się nowym Smoczym Jeźdźcem.

Historia ta jest niesamowita z kilku powodów. Po pierwsze autor tej powieści, gdy pisał pierwszą część był nastolatkiem. Z każdą kolejną częścią widać że chłopak dorasta, razem z swoimi kolejnymi dziełami. Pierwsza książka nie była zbyt oryginalna, by widać było zaczerpnięcia z Władcy Pierścieni i inny książek fantasy, ale w następnych klaruję się wyjątkowo oryginalny świat, stworzony przez tego młodego pisarza. Poza tym jest to książka napisana w "starym stylu". Chodzi mi o to że w wielu nowych książkach fantasy, bohaterami są osoby z bardzo wątpliwą przeszłością. Zabójcy, dziwki, chorzy na umyśle, albo po prostu ludzie tak zniszczeni przez życie, że momentami zachowują się jak zwierzęta. To też z pewnością są ciekawi bohaterowie, pełni bólu i cierpienia który popychał ich do popełniania różnych złych czynów, ale czasem udaje im się zrobić coś dobrego. Jednak tu bohater walczą w słusznej sprawie. Z zwykłego wieśniaka Eragon staje się powoli herosem. Ma ułomności, upadki i popełnia błędy. Są zarówno momenty pełne radości i smutku, zwątpienia i nadzieli, niewiedzy i oświecenia Jeśli ma się poruszać w krainie fantazji to wolę takich bohaterów, niż degeneratów z resztami sumienia, na dnie ich złamanych serc. Polecam każdemu przeczytanie tej serii, nie zawiedziecie się. A ja nie mogę się doczekać na kolejny Tom.