Ostatnio się zastanawiałem nad moim zachowaniem podczas rozmowy. Gdy tak powiedzmy, któryś mój znajomy ma "super" pomysł. Na cokolwiek, wyjście gdzie, stwierdził że wyjedzie na ferie, znalazł prace, zapisze się na kurs, pozna kogoś. Cokolwiek. Zawsze muszę znaleźć jakieś ale. "I co tam zobaczysz w tej Anglii?", "A czy to nie jest bardzo męczące?", "A czy te lekcje nie są za drogie?" itd. Myślałem i stwierdziłem, "Kurde coś jest nie tak". Więc zastanawiam się dalej. Mam przyjaciółkę która uwielbia narzekać. Ma dużo nauki, pracy, obowiązków. Gdy z nią rozmawiam z kolei ciągle próbuje znaleźć w tym co mówi jakiś pozytyw. "No, przynajmniej masz kaskę", "Przecież to twoja pasja, musisz ćwiczyć", "Może musisz się zreorganizować".
Wnioski? Nie jestem negatywnie nastawiony, ani pozytywnie do wszystkiego. Jestem zawsze po drugiej stronie "problemu" podczas konwersacji. Pytam sam siebie, dlaczego tak? Bo lubię zażarte dyskusje? Na pewno, nie lubię rozmów gdy dwie osoby się ciągle z sobą zgadzają. Gdy tak "atakuje" czyjeś poglądy, pomysły etc. zmuszam go do ich argumentacji. Łapie się często że gdy widzę, że druga osoba nie wie za bardzo co odpowiedzieć na moje wątpliwości to są ją podpuszcza. Wtaczam kolejne działa argumentów za/przeciw. A wiec po prostu lubię mieć rację? Więc jestem zadufany w sobie?! Pewnie trochę tak;) ale równie dużo satysfakcji sprawia mi gdy współrozmówca potrafi odeprzeć moje argumenty. Takie rozmowy lubię najbardziej. W inny przypadku muszę np sam zacząć namawiać kogoś na wyjazd, choć sam przed chwilą mówiłem co na nim może pójść nie tak. Albo się zapędzę w krytyce filmu, który nie był zły, ale współrozmówca nie potrafił odeprzeć mojego ataku na niedociągnięcia. Wtedy znów muszę dużo gadać, tłumaczyć że są plusy są minusy itd. i w efekcie znów wychodzę na zarozumialca który wszystko wie. A ja chciałem tylko ciekawej rozmowy:)
Ha! Teraz wpadłem na myśl czego mi brak. Takich wieczorów jakie urządzali arystokraci i uczeni, gdzie ludzie spierali się, wręcz kłócili się w sprawach sztuki czy nauki, a przy tym nie rzywili do siebie urazy. Spierali się nie z sobą tylko z argumentami. Na szczęście wielu moich przyjaciół prowadzi z mną ciekawe konwersację, no i trochę mnie znają, więc mam nadzieje że nie uważają mnie za „besserwissera” (z niemieckiego: człowiek, który wie wszystko najlepiej).
Plasterek osobowości, anatomia konwersacji
Autor:
Tomasz
, poniedziałek, 18 stycznia 2010 at 07:54, in
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
hehe :D wiem jedno ... jak ja czegoś nie wiedziałem to zamiast gdzieś samemu poszukać odpowiedzi wolałem zapytać odrazu Ciebie :D ... wynikało to zapewne z tego że:
- byłem pewien że wiesz
- byłem/jestem leniwy
A co do merytorycznego spierania się na jakieś tematy bez wrogiego nastawienia do oponenta ... czy to aby nie tragiczne wydarzenia ostatnich dni skłoniły Cię do tych refleksji ???
oooo nie spojrzałem na datę tego tematu ! ... twoje przemyślenia wyprzedają czas !! :D
Prześlij komentarz